• Redakcja Nowy Poznań

Kim był zabójca prezydenta?

31 stycznia 1923 roku na stokach Warszawskiej Cytadeli został rozstrzelany

Eligiusz Niewiadomski- malarz, wykładowca, krytyk sztyki, uczestnik walk o

niepodległość Polski autor kilku książek, w końcu zabójca pierwszego

prezydenta RP Gabriela Narutowicza. 19 grudnia 1922 roku w czasie otwarcia

wystawy malarskiej w warszawskiej Zachęcie do prezydenta Narutowicza

podszedł Eligiusz Niewiadomski i oddał w jego kierunku trzy strzały z

rewolweru. Narutowicz zginął na miejscu. Niewiadomski nie bronił się, nie

uciekał, bez stawiania najmniejszego oporu dał się aresztować. Jego proces

rozpoczął się 30 grudnia 1922 roku, w pierwszym dniu Niewiadomski zrzekł się

obrońcy i przyznał się do winy żądając dla siebie kary śmierci. Sąd

zadośćuczynił jego woli i skazał go na śmierć przez rozstrzelanie.

W swoim ostatnim słowie Niewiadomski powiedział :


„(…)Chcę streścić cały przebieg mojej sprawy. Planowałem zamach na

Naczelnika Państwa i zamach do skutku nie doszedł z powodu okoliczności

zewnętrznych. Dokonałem zamachu na Prezydenta Narutowicza, zamachu z

premedytacją. Narutowicz, trzeba to przyznać, nie był człowiekiem winnym.

Padł ofiarą okoliczności, ofiarą sytuacji, będącej po za nim. Odebrałem mu

życie, spełniłem ciężką rzecz. Nie ujawniam skruchy, przeciwnie, ujawniam

pewną nadzieję, że echa moich strzałów dosięgną najdalszych zakątków ziemi

polskiej, zapukają do wszystkich chat i do wszystkich serc, trafią nawet do

obozów przeciwników, do tych uwiedzionych, nieświadomych komu służą ludzie,

do szlachetnych i młodych serc, zbudzą ich sumienia, wątpliwości, czy służę

dobrej sprawie, zbudzę ich czujność. Resztę zrobi czas.(…)”


Ten wyrok nie wszystkim przypadł do gustu, Leo Belmonta właściwie

Leopold Blumental polski eseista, poeta, prozaik, znawca i tłumacz literatury francuskiej i rosyjskiej, założyciel polskiego związku esperantystow.

Napisał list otwarty do prezydenta Wojciechowskiego z prośba o okazanie łaski

dla Eligiusza Niewiadomskiego, w którym pisał:


„(…) Panie Prezydencie!

Sąd spełnił z honorem swój twardy obowiązek — był posłuszny prawu — i

zapatrzony uczciwie w przeżywaną przez nas ciemną chwilę — i liczący się z

wymogami stanu wyjątkowego, a może liczący się najbardziej... z żelazną

prośbą podsądnego o śmierć (bo któż zajrzy do sanktuarium sumień

sędziowskich i wyczyta to, co się nie daje umieścić w żadnych pisanych

motywach wyroku) — sąd spełnił uczciwie i bodaj litościwie swoją powinność:

skazał zabójcę Narutowicza na śmierć. Ale Panie Prezydencie! — Pan, co w

skupionej modlitwie przy zwłokach nieszczęsnego pierwszego prezydenta

nowej Polski rozmawiałeś z Bogiem Miłości — wiesz, że Eligjusz Niewiadomski

nie powinien być rozstrzelany! Nie jestem wcale tyle zuchwały, aby myśleć, iż

powiadam Ci coś, czego nie wie Twoje Polskie serce i myśl wyćwiczona i

szlachetna wola, zahartowana w boju za niepodległość Twego narodu — ale sądzę, że w chwili okrutnej, gdy będzie Ci danem ostatniemu władnie ważyć losy skazańca, wytężysz ucho, aby dowiedzieć się, jakiem jest bicie serc Twojej ziemi, czy podeprze Cię w doskonałym podszepcie Miłości i Mądrości.(…)”


Prezydent Wojciechowski nie skorzystał z przysługującego mu prawa łaski,

zresztą Eligiusz Niewiadomski nie życzyłby sobie tego bo jak sam powiedział

podczas procesu:


„(…)W dzisiejszych czasach złamania dyscypliny społecznej i wyzwalania bestji ludzkiej złagodzenie wyroku straci dla ogółu, dla tłumu cały efekt,

całą siłę. Trzeba pamiętać o jednem, mianowicie, aby wyrok, który dostojny sąd dziś

wyda, nie był zapewnieniem bezkarności i zachętą dla złoczyńców, których ręce

uzbroją i opłacą wrogowie Polski. Jeśli na najwyższych stanowiskach w Polsce znajdą się nareszcie mężowie stanu, polscy mężowie stanu, to niema wątpliwości, że po ich życie sięgnie nie jedna, ale dziesięć uzbrojonych rąk. Dzisiejszy wyrok sądu powinien być dla tych zabójców in spe przestrogą i grozą, inaczej ta krew, ta cenna krew polska, która może się polać, spadnie na ręce tych, którzy będą podpisywali złagodzone wyroki. Jeżeli wyrok zapadnie najsurowszy na tej podstawie, to przeciwko niemu nie podniesie się ani jeden głos ani na prawicy, ani na lewicy, ani z tej ławy, na której ja tu zasiadam, ani w waszych własnych sumieniach. (…)”


Ostatniego dnia stycznia 1923 roku Eligiusz Niewiadomski stanął

naprzeciwko plutonu egzekucyjnego. Ostatnie chwile życia, zabójcy prezydenta

Narutowicza opisało na swych łamach wiele polskich gazet, tak zrelacjonowała

to „Gazeta Warszawska”:


„Do wykonania wyroku była wydelegowana kompania szkolna 31 Pułku

Strzelców Kaniowskich w liczbie przeszło stu ludzi pod komendą kap.

Kazimierza Micińskiego. Po przybyciu na plac egzekucyji kompania ustawiła się

w czworobok, w pośrodku niedaleko od słupka przystanął Niewiadomski […].

Po uformowaniu się czworoboku, sekretarz sądu odczytał sentencję wyroku,

poczem do skazańca przystąpił ks. Zontak z krzyżem. Niewiadomski ucałował

krzyż i został pobłogosławiony przez duchownego, a następnie głosem miarowym i spokojnym wypowiedział parę słów. Bezpośrednio potem przystąpił

komendant kompanii z wyznaczonemi do egzekucji 6 żołnierzami. Żołnierze ci

ustawili się w odległości 6 kroków od słupka. Gdy Niewiadomski ujrzał u słupka

żołnierzy z chustą do przewiązywania oczu, poprosił ażeby nie przewiązywać mu

oczu i ażeby nie przywiązywać go do słupka, oświadczając, że będzie stał

wygodnie i pewnie, i prosząc o mierzenie w głowę. Następnie spokojnym ruchem

zdjął palto, kapelusz i okulary, odrzucając je na bok, po czem stanął

wyprostowany z uśmiechem, trzymając przy twarzy kwiaty otrzymane od

rodziny. W moment potem padła komenda, zabrzmiała salwa, Niewiadomski

runął na ziemię i lekarz skonstatował natychmiastową śmierć”.


Eligiusz Niewiadomski został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w

Warszawie. W pogrzebie uczestniczyło około 10 tysięcy ludzi.

W Poznaniu odprawiano kilka nabożeństw za spokój duszy ś.p. Eligiusza

Niewiadomskiego, w których uczestniczyły tłumu poznaniaków różnych

stanów. Po nich zbierano składki na rodzinę Niewiadomskiego, przed kościołem

św. Marcina doszło do małego incydentu, kiedy funkcjonariusz policja chciał je

skonfiskować, na całe szczęście zajście to nie pociągnęło za sobą żadnych

niepożądanych następstw. Pieniądze te miały być przekazane rodzinie. Na

fundusz im. Eligiusza Niewiadomskiego zbierano datki w całym Poznaniu m.in.

w redakcji Kuriera Poznańskiego, który na swoich szpaltach informował o

szczodrości ofiarodawców, i tak: u p. Bedanrek Szamarzewskiego 28 na

wieczorku familijnym zebrano 22. 730 mkp, Oskar Wojtkiewicz z żoną

przekazał 100 000 mkp. Powstańcy i wojacy poznańscy przeszło 400 000 mkp.

etc.


Kilka tygodni później w sprawie Eligiusza Niewiadomskiego zajął

stanowisko ceniony psychiatra Maurycy Urstejn, dowodząc, że zabójca

Narutowicza cierpiał na chorobę psychiczną, a tym samym nie powinien stanąć

przed plutonem egzekucyjnym. Swoją tezę przedstawił w wydanej broszurze

zatytułowanej „Eligiusz Niewiadomski w oświetleniu psychiatrii”, w której pisał

m.in.:


„Całe życie jego jest wyrazem owej ciężkiej choroby, która z żywiołową

koniecznością musiała doprowadzić do owego tragicznego rezultatu. W każdym

razie nie był on zdolny właściwie pokierować swoim życiem i zdobyć sobie

należne stanowisko społeczne. Przy tym pozwolił się stopniowo opanować

ideom, które, być może, pierwotnie wynikały jeszcze z niechęci osobistych, lecz

które w następstwie rozwinęły się w tak oczywiście niedorzeczny sposób, że ich

związek ze stanowiska psychologicznego wcale ująć się nie daje. Do tego się

dołącza wielka nietrafność, raczej zupełny brak sądu, słaba wola, megalomania

w ocenianiu własnej osoby, typowe idee reformatorskie, nieobliczalne postępki,

dziwactwa w obejściu i inne cechy charakterystyczne dla katatonii.(…)”


6 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie