• Redakcja Nowy Poznań

Największy dziwoląg natury?


Z początkiem lipca 1929 roku w budynku kasyna oficerskiego przy ulicy

Bukowskiej 20 swoją siedzibę zainstalowało „Muzeum anatomii, patologii i

chorób wenerycznych”.

Ta objazdowe pinakoteka, która w związku z Powszechną Wystawą Krajową

zawitała do stolicy Wielkopolski prezentowała zwiedzającym dwa działy-

anatomiczny gdzie przedstawiano stopniowy rozwój człowieka i drugi, w

którym straszono chorobami wenerycznymi i ich następstwami. Jednak

największą atrakcję stanowił - jak go nazwała ówczesna prasa Człowiek-

Zwierzę. Był to żywy eksponat, który wśród mieszkańców Poznania i gości

przybyłych na PWK-ę wzbudził niemałe zainteresowanie. Również lokalna

prasa zwąchała sensację. W końcu były to czasy, w których nikt nawet w

najczarniejszych snach nie przewidywał pojawienie się zarazy pod nazwą

„poprawność polityczna” i szeroko anonsowały to swoiste wydarzenie

krzykliwymi nagłówkami zachęcając do zwiedzania muzeum. „Nowy Kurjer”

szeroko zrelacjonował na swoich łamach wizytę dziennikarza, w tym przybytku

sztuki, który miał bliskie spotkanie trzeciego stopnia z ów osobnikiem.

Zatem oddajmy głos poznańskiemu żurnaliście.

„ ….Od kierownika tej imprezy naukowej dowiadujemy się, że człowiek-

zwierzę nazywa się Mikołaj Stefaniak lat 21 i pochodził ze wsi Kałowo pow.

Łęczyca woj. Łódzkie. O istnieniu tego dziwoląga natury nie dowiedziałoby się

nikt gdyby nie wojskowa komisja poborowa, przed którą stawał Stefaniak w

ubiegłym tygodniu. Dziś znajduje się już w Poznaniu w Muzeum Patologicznym

gdzie wywołuje żywe zainteresowanie i przeróżne komentarze. Wchodzimy do

osobnego pokoju. Na krześle siedzi młody człowiek. Dziwoląg natury o

zupełnie zniekształconej twarzy, która raczej przypomina zwierzę niż człowieka.

Głowa wąska i podłużna, na której zamiast włosów rośnie sierść zwierzęca.

Oczy znajdują się po bokach i są pokroju podłużnego. Uszy są ukryte głęboko

na szyi. Czoło miękkie, uwypuklone jak u zwierząt. Szyja mocno rozwinięta

przypomina kark bydła rogatego.

Wymowę ma trudną jedno co zastanawia wszystkich to niezwykle rozwinięty

zmysł muzykalny.

Rozpoczynam wywiad

–Jak się nazywasz?

-Mikołaj!

-co mam zagrać?

-polkę

siadam przy fortepianie i gram. Na twarzy dziwoląga, ukazuje się dziwny

grymas –śmieje się. Po chwili rozpoczyna własny koncert. Na ustnej harmonijce

gra „od ucha” wyczuwam, że stara się podchwycić melodyjkę Polki. Kołysząc

się w takt muzyki woła niespodziewanie matkę. Wszyscy obecni zamilkli.

Dziwoląg natury, człowiek zwierzę tęskni instynktem zwierzęcym za tą, która

go wychowała i karmiła-za matką. Wychodzimy spokojnie. W przyległym

pokoju spotkałem brata dziwoląga, mężczyznę około lat 24 rozwiniętego pod

względem umysłowym i fizycznym normalnie. Od niego dowiaduję się, że ma

jeszcze trzech braci i jedną siostrę. Wszyscy normalni.

Badaniem człowieka-dziwoląga zajmą się najwybitniejsze powagi naukowe już

w najbliższych dniach. Niewątpliwie zbadają, czy zachodzi tu wypadek wpływu

choroby dziedzicznej, czy też – jak niektórzy twierdzą, krzyżowanie człowieka

ze zwierzęciem”

Ten reportaż przedrukowało wiele ówczesnych gazetach, dzięki czemu

informacja o „Człowieku Zwierzęciu” rozeszła się szerokim echem po całej

Polsce. Tym samym stała się sensację do tego stopnia, że zainteresowały się nim

„sfery naukowe w Warszawie”, przynajmniej tak donosił w/w dziennik. W

związku z tym, dyrekcja muzeum była zmuszona wcześniej opuścić Poznań, by

przenieść się do stolicy, aby zaspokoić ciekawość warszawki.



51 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie