• Redakcja Nowy Poznań

Ostatnie powstanie w Wielkopolsce

1918/1919 – ostatnie powstanie w Wielkopolsce. Jarosław Kiliński


27 grudnia 1918 roku wszyscy pamiętamy o Poznaniu. Tu się wszystko zaczęło, tu niemiecki marsz na „Bazar” połączony ze zrywaniem alianckich flag i chóralnym śpiewem „Deutschland, Deutschland über alles” i „Wacht am Rhein” stał się zapalnikiem powstania, tu padły pierwsze strzały…


Czy rzeczywiście? Tu od razu dotykamy jednej ze spornych kwestii w ocenie kolejności wydarzeń tego pamiętnego dnia. 19-letni Jan Mertka po upadku „Republiki Ostrowskiej” przedarł się do Kongresówki, do Szczypiorna, gdzie wraz z kolegami z rozwiązanego I Pułku Polskiego z Ostrowa Wielkopolskiego, zaciągnął się do I Batalionu Pogranicznego Poznańskiego. 27 grudnia był na patrolu granicznym, gdy dosięgły go wystrzelone znienacka niemieckie kule. W odpowiedzi na niemiecki ostrzał i śmierć kolegi, polscy żołnierze zajęli wieś Boczków, która stała się, jak się później okazało, pierwszą w całości wyzwoloną miejscowością w Wielkopolsce. Dopiero 6 godzin później, w Poznaniu, postrzelono Franciszka Ratajczaka, gdy oddziały Straży Ludowej, Polskiej Organizacji Wojskowej i Służby Straży i Bezpieczeństwa złożonej głównie z polskich marynarzy Kaiserliche Marine, odpowiadając na niemieckie prowokacje, otworzyły ogień do nieistniejącego już budynku Prezydium Policji, mieszczącego się u zbiegu Berliner Strasse i Ritterstrasse, czyli dzisiejszych ulic 27 Grudnia i Franciszka Ratajczaka właśnie. Do szturmu gmachu nie doszło, przed północą niemiecka załoga wraz z bronią opuściła tę placówkę i wycofała się do koszar. Bez wątpienia jednak, śmierci Jana Mertki nie miała bezpośrednio nic wspólnego z przebiegiem wydarzeń w naszym mieście.


Roman Wilkanowicz - poeta, konspirator, powstaniec wielkopolski, żołnierz wojny polsko-rosyjskiej, adiutant Poznańskiego Batalionu Śmierci i najprawdopodobniej - bo tu kolejny spór pozostaje na razie nierozstrzygnięty - powstaniec warszawski poległy 8 sierpnia 1944 roku na Mokotowie, tak widział dzień 27 grudnia 1918 roku w wierszu napisanym 10 lat później:


„Dzwonią kulki jak grady po bruku,

Dudnią wozy potworne jak smoki,

Wolność! Wolność! krzyk leci wśród huku,

Lęk za piersi cię chwyta złooki.


Gra kulomiot przeciągłe stakato,

Huczy motor w potwornej machinie;

Cała jezdnia, jak potok w dal płynie:

Wolność! Wolność! krzyk dzwoni przed kratą.


Wolność! Wolność! rozłkane drżą łona,

Serca – ptaki trzepocą radośnie,

Same w niebo się wznoszą ramiona:

Słońce! Słońce! przegląda się w wiośnie.


Cyt... cyt…! Dzwonek bliziutko gdzieś kwili.

Ksiądz!... Ksiądz biały – przyklęka na bruku,

Ach! jak rzęzi ten biedak!...

Wśród huku –

Dzwonek…

Głowa ku ziemi się chyli.”


Ostatnie tygodnie 1918 roku były dla Niemiec wyjątkowo demoralizujące. Kraj przegrał Wielką Wojnę, ludność cywilna zasilana powrotem dziesiątkami tysięcy demobilizowanych, bezrobotnych żołnierzy głodowała, ponad 4 miliony rannych wymagało opieki, a polityką i gospodarką wstrząsały rewolty wszczynane przez lewicowych radykałów. 5 stycznia 1919 roku Róża Luksemburg i Karol Liebknecht rozpalili w Berlinie czerwone powstanie Spartakusa. Zalegalizowane przez rząd paramilitarne Freikorpsy i inne organizacje wojskowe musiały więc rozdzielić siły – część zajęła się przywracaniem porządków wewnętrznych uszczuplając siły mogące wystąpić przeciw powstańcom walczącym o wolność i powrót Wielkopolski do Macierzy. Był to jedyny i nader krótki moment dziejowy, w którym komuniści pogłębiając chaos w Niemczech zrobili coś dobrego dla Polski, choć rzecz jasna zupełnie mimowolnie i na niewiele się ten ich nieświadomy sabotaż mógł przydać w ostatecznym rozrachunku.


Na szczęście jednak, dramatycznie zmieniający się w kolejnych tygodniach na naszą niekorzyść stosunek sił militarnych został zastopowany przez działania wielkopolskich polityków Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej i przychylność Francji. W ich efekcie 16 lutego 1919 roku marszałek Ferdynand Foch doprowadził do podpisania w Trewirze układu rozejmowego między koalicją a Niemcami, z nader istotnym zastrzeżeniem: rozejm ten, na wniosek Focha, objął również front niemiecko – wielkopolski, a jego naruszenie przez Niemców spotkać się miałoby z ofensywą sprzymierzonych na Zachodzie. Powstanie zostało uratowane.


Przede wszystkim pamiętać jednak należy, że niepodległość wywalczyliśmy sobie sami, czynem zbrojnym, a pomocna dłoń wyciągnięta przez francuskiego wodza była też gestem uznania dla naszego sukcesu wojennego i bez niego zawisłaby w próżni. Gdy Paderewski z okna balkonu Bazaru grzmiał w nocy 26 grudnia 1918 roku: „Niech żyje Polska, zgoda, jedność, a Ojczyzna nasza wolna, zjednoczona z naszem polskim wybrzeżem żyć będzie po wsze czasy”, wysiłek pokoleń konspiratorów i tytanów pracy organicznej sprawił, że w zasadzie wszyscy już czekali spontanicznego wybuchu: jednostki paramilitarne i formacje pararządowe były gotowe do podjęcia działań nawet jeszcze bez skoordynowanego planu dzielnicowego. Dzień później, w godzinach popołudniowych eskalacja obustronnego napięcia sprawiła, że w Poznaniu padły pierwsze strzały i pierwsi zabici. I choć samo miasto ostatecznie opanowaliśmy 6 stycznia 1919 roku zdobyciem Ławicy, skąd wkrótce na zdobycznych samolotach wykonaliśmy pierwszy nalot na niemieckie lotnisko we Frankfurcie nad Odrą (kolejne kontrowersyjne wydarzenie, bo podważane przez niektórych badaczy, jednak trudno uznać, że fakt nieodnotowania tego wydarzenia przez regionalną prasę niemiecką miałby być ostatecznym powodem podważenia relacji złożonych przez polskich lotników), to niemalże od razu, na przekazane z Poznania hasło „nie należy dłużej czekać”, działania powstańcze objęły inne miasta Wielkopolski. informacja o rozpoczęciu walk w Poznaniu błyskawicznie dotarła do Kórnika, Wrześni, Gniezna, Jarocina, Śremu, Środy, Czarnkowa, Ostrowa, Pleszewa, Opalenicy, Szamotuł, Strzelna, Kościana, Gostynia, Grodziska, Obornik, Wronek, Trzemeszna, Pniew, Wągrowca, Rogoźna, czy Żnina.


Powstanie rozlało się na cały region, a świadomi insurekcyjnych planów Polaków, ale zaskoczeni w idealnym dla nas momencie i zdezorientowani Niemcy, których siły składały się przeważnie z jednostek tyłowych, w dodatku zrewoltowanych i zniechęconych do wojny nie byli w stanie skutecznie się nam przeciwstawić. Do 8 stycznia wszystkie te miejscowości były wolne, opanowane dzięki wysiłkom lokalnych społeczności i jednostek wojskowych. Tylko tam, gdzie spotkać się przyszło z regularnymi jednostkami niemieckimi o solidnym morale, powstańcy uznać musieli militarną wyższość zaborcy i odwołać się do innych niż siłowe rozwiązań. Nie sposób w krótkim z konieczności artykule choćby skrótowo opisać przyczyn i przebiegu walk powstańczych, pamiętać jednak warto, że największe sukcesy militarne osiągnęliśmy w ciągu pierwszych dni insurekcji, gdy bierność wroga była największa.


Kluczem do tego sukcesu okazała się sprawność organizacyjna Wielkopolan – szybkie zabezpieczanie zdobytego terenu i przekształcanie grup powstańczych w regularne formacje wojskowe, tworzone w oparciu o podoficerów i żołnierzy frontowych, zgrupowanych w Straży Ludowej czy w Służbie Straży i Bezpieczeństwa. Niebagatelną rolę odegrały też impet i brawura zdeterminowanych powstańców, którymi skutecznie nadrabiali dystans do lepiej uzbrojonych i liczniejszych Niemców, którzy zdołali jednak utrzymać w swoich rękach Bydgoszcz, Piłę, Leszno, Wschowę czy Rawicz. Do 15 stycznia dokonano podziału zdobytych terenów na okręgi wojskowe, a Dowództwo Główne mogło już planować skoordynowane akcje ofensywne i skutecznie się bronić przed kontruderzeniami sił niemieckich w trzeciej militarnej fazie powstania, dzięki czemu udało się utrzymać nasz stan posiadania i wytrwać do czasu korzystnych rozstrzygnięć politycznych. Po kilku tygodniach zmagań linia wolnej Wielkopolski przesunęła się jednak jeszcze na naszą korzyść i przebiegała od Inowrocławia przez Nakło, Czarnków, Międzychód, Zbąszyń, Wolsztyn, Krobię, Odolanów, Ostrzeszów do Wieruszowa. Później, dzięki dyplomacji do Polski powróciło jeszcze Leszno i Rawicz oraz Bydgoszcz z Pomorzem, ale nie udało się odtworzyć polskiego stanu posiadania sprzed I rozbioru. Za to siły wojskowe stworzone przez Wielkopolan wzięły też zasługujący wreszcie na głośne docenienie udział w walkach o Lwów i w wojnie o ocalenie całej Polski przed bolszewicką nawałnicą, a doświadczenia wyniesione z wielkopolskiej insurekcji zostały przekazane i wykorzystane z powodzeniem przez powstańców śląskich.


Był to ostatni dotąd zryw zbrojny wszystkich Wielkopolan do niepodległości. Raz jeszcze tylko Poznań chwycił za broń w imię wolności i chleba, 28 czerwca 1956 roku – ale to już zupełnie inna historia.


Jeszcze krótkie postscriptum: często słusznie zauważamy, że pamięć i wiedza o Powstaniu Wielkopolskim jest w polskiej historiografii, a przede wszystkim kulturze i świadomości narodowej traktowana po macoszemu, więc domagamy się jego popularyzacji. Jedyną do tej pory fabularną odpowiedzią na nasze oczekiwania był nakręcony w 2014 roku niewiarygodny wręcz gniot, nawet jak na żałosny poziom polskiej kinematografii; wyreżyserowana przez niejakiego Łukasza Barczyka szmira pod tytułem – dziś co prawda niezamierzenie aktualnym, jeśli wziąć pod uwagę jego wirusowe konotacje – „Hiszpanka”. Ze względu na spokój ducha i zdrowie psychiczne, filmu tego nie powinien oglądać nikt: jest dla nich bardziej niebezpieczny niż powojenna grypa. Pozostaje zatem niezaspokojonym obowiązek komercyjnego, epickiego i dramatycznego przedstawienia naszego zrywu publiczności ery obrazkowej – niech ciąży on również albo i przede wszystkim na barkach władz samorządowych Wielkopolski: oparty na nośnym scenariuszu i rzetelnie nakręcony film więcej zrobi dobrego dla promocji Poznania i Wielkopolski niż tysiąc parad równości.

Tymczasem zachęcam do obejrzenia mającego dziś swoją premierę pełnometrażowego, fabularyzowanego filmu dokumentalnego „Zwycięstwo. Powstanie Wielkopolskie 1918-1919”.


Film obejrzeć można na stronie www.27grudnia.pl bądź w TVP Historia.


19 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie