• Redakcja Nowy Poznań

Potyczki 13 lutego

13 lutego 1919 roku na frontach wielkopolskich panował spokój. Spokój polegał na odpieraniu działań zaczepnych niemieckich patroli i sporadycznym ostrzeliwaniu pozycji powstańczych przez niemiecką artylerię. Na przykład na odcinku wolsztyńskim, w nocy, Niemcy spodziewający się polskiego uderzenia na most w Grójcu Wielkim wyprzedzająco zaatakowali Kopanicę, aby związać tamtejsze drużyny i odciągnąć oddziały polskie z Chobienic, które również stały się celem ataku. Obie miejscowości obroniły się, choć jak wieść niosła, Niemcy ostrzelali nasze pozycje pociskami gazowymi.

Na północy uderzenie niemieckie spadło w rejonie Czarnkowa, powstańcy dali się wyprzeć z wiosek Romanowo i Walkowice, ale odbito je w kontrataku.


Na południu spróbowaliśmy kolejnego wypadu w kierunku Kępna. Oddziały powstańcze pod dowództwem kapitana Stanisława Thiela dotarły na odległość 5 kilometrów od miasta, zająwszy obszar 170 kilometrów kwadratowych i odparły atak Grenzschutzu na Mirków.

Niemcy też tu nie próżnowali - ich artyleria poczynić miała znaczne szkody w majątku Mielęcin należącym do rodziny Bohdana Hulewicza, literata, społecznika - obok Mieczysława Palucha głównego organizatora powstania wielkopolskiego, pierwszego szefa Oddziału Organizacyjnego Sztabu Głównego. Taką to informację podaje portal pw.ipn.pl (https://pw.ipn.gov.pl/.../8476,KEPNO-NIE-ZOSTALO-ZDOBYTE...), niemniej jeśli tak było, to był to strzał kulą w płot, już ojciec Bogdana, Leon, zbył Mielęcin jeszcze przed Wielką Wojną, a w 1919 roku właścicielem był tam Franciszek Życki - zresztą internowany i wywieziony przez Niemców w styczniu, przed wyzwoleniem wsi przez powstańców.


Jak wyglądały z bliska takie epizody, przybliżą nam wspomnienia Czesława Horowskiego z kompanii opalenickiej, który tego dnia brał udział w walkach o Nową Wieś Zbąską:

„Dla nas jednak, jako żołnierzy, jedna tylko myśl istniała: na wroga! To też szybko dowódca nasz Klemczak powziął nowy plan działania. Postanowił zaatakować nieprzyjaciela ze skrzydeł i dlatego podzielił kompanję swoją na dwie grupy. Jedna grupa z Klemczakiem, Primką, Ludwikiem Szumińskim i jednym ckm. ruszyła do kontrataku na prawe skrzydło nieprzyjaciela; ja zaś z Baranieckim, Niedziobałą J. i 3 sekcjami po 8 ludzi, uderzyliśmy na lewe skrzydło nieprzyjaciela, które znajdowało się w lesie. Wywiązała się zażarta walka. Nieprzyjaciel na naszem skrzydle nie wytrzymał, i ostrzeliwując się, zaczął w popłochu uciekać w kierunku Zamku i Nądni. Po drodze padło dużo Niemców przyszytych naszemi kulami. Posunęliśmy się 2 do Zamku. Tutaj zagarnęliśmy jedną kuchnię polową, u drugiej, która uciekała szosą do Nądni, zastrzeliliśmy konie. Po walce zebraliśmy zdobycz (jedną kuchnię polową, km, kb., naboje, jeńcy) i częściowo rannych na wóz w Zamku i wróciliśmy z triumfem do wioski. Straty nasze nie były poważne, bo było tylko kilku lekko rannych. Na drugiem naszem skrzydle walka była zaciętsza, straty większe (kilku poległych i rannych). Niemieckie tyraljery nie wytrzymały więc naszego uderzenia, skrzydła musiały się cofnąć, a w ślad za niemi wycofał się i środek. Bój zakończył się około godziny 11 przed południem. – Nowawieś, dzięki cennej krwi powstańców została wolną. Ludzie cywilni zaczęli przyglądać się swoim ruinom i zgliszczom. Powstańcy, jak strudzeni żeńcy wrócili z plonem do wioski. Zrobiliśmy ogólny przegląd naszej zdobyczy. Na ziemi stały: 5 ckm., 16 lkm., 1 kuchnia polowa, około 25 jeńców i coś 12 zabitych na wozie (nie zabrano wszystkich). Zabrani jeńcy pochodzili z głębi Niemiec, prawdopodobnie z Bawarji, i było między nimi dużo w starszym wieku. Opowiadali oni, że służą w Grenzschutzu dla zarobku, i że pani Klitzing przyobiecała każdemu po 100 marek, jeżeli zdobędą Nowąwieś.”


A na drugich, wschodnich Kresach naszej ojczyzny rozpoczął się trzydniowy wypad sił polskich jednego ze znanego później braci - zagończyków, majora Władysława Dąmbrowskiego, na zgrupowanie bolszewickie pod Berezą Kartuską. Niektórzy historycy traktują ten epizod jako pierwsze starcie zbrojne w wojnie polsko-sowieckiej.

#POWSTANIEna102



Na fotografii pułkownik Stanisław Thiel, odznaczony Virtuti Militari, czterokrotnie Krzyżem Walecznych, Złotym Krzyżem Zasługi i Legią Honorową, organizator batalionu ostrzeszowskiego, dowódca odcinka ostrzeszowsko-kępińskiego. 17 stycznia 1920 roku na czele swojego 11. Pułku Strzelców Wielkopolskich wkroczy do Kępna na mocy traktatu wersalskiego. Potem ruszy na wschód bić się z sowietami od Berezyny po Modlin. Po wojnie poświęci się działalności w kółkach rolniczych, mleczarni w Kępnie, Poznańskim Towarzystwie Kredytowym i prezesowaniu Związkowi Towarzystw Powstańców i Wojaków. Na niwie politycznej działać będzie w Stronnictwie Narodowym. W 1939 roku Niemcy aresztują go i osadzą w pierwszym obozie koncentracyjnym na ziemiach polskich - w poznańskim Muzeum Martyrologii Wielkopolan - Fort VII. Uniknie śmierci, bo uratuje go generał Walter von Reichenau, z którym służył w armii niemieckiej na frontach I wojny światowej. Umknie do Warszawy, gdzie w konspiracji działać będzie w formacjach NSZ. I tam umrze w 1943 roku na udar dwa dni po śmierci swojej córki Katarzyny. Dziś szczątki obojga spoczywają w rodzinnej kaplicy w Doruchowie.

6 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie