• Redakcja Nowy Poznań

Prawica traci na foliarstwie

Dziennika Gazeta Prawna opisuje sytuację w Niemczech, gdzie popularna prawicowa partia Alternative fur Deutschland znacząco traci poparcie po podjęciu kursu politycznego na negację obostrzeń sanitarnych i krzewienie teorii spiskowych na temat pochodzenia pandemii. To doskonały przykład dla polskiej Konfederacji na to, że budowanie poparcia społecznego poprzez kontestowanie faktów medycznych nie przynosi korzystnego efektu w sondażach a w dłuższej perspektywie może zaprzepaścić kapitał społecznego zaufania do organizacji.


DGP: Przeciwko migrantom i przestępczości, za ograniczeniem roli islamu, Brukseli i NATO. Jednocześnie za poprawą relacji z Rosją oraz wprowadzeniem reform takich jak wybieranie prezydenta Republiki w wyborach powszechnych czy częstsze wykorzystywanie referendów na wzór Szwajcarii. To tylko część postulatów radykalnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec. Jeszcze dwa lata temu zdarzały się w Niemczech sondaże wyborcze, w których AfD miała po 18 proc. poparcia, czyli chciał na nią głosować prawie co piąty obywatel Republiki Federalnej. Mówiło się, że prawicowi populiści zaraz będą drugą siłą polityczną za tracącymi poparcie chadekami, a przed socjaldemokracją. Jednak już rok temu alternatywna prawica miała nie więcej niż 15 proc. poparcia. Na początku 2020 r. doszło do przełamania pewnego tabu, kiedy chadecy z CDU i liberałowie z FDP wspólnie z Alternatywą głosowali za premierem kraju związkowego Turyngii. Choć sojusz szybko zerwano, bo był wbrew ogólnokrajowej polityce CDU/CSU, to pierwszy krok do „legalizacji” AfD na salonach zrobiono.


Jednak ostatnio atrakcyjność prawicowych populistów znacznie spadła. W najnowszych sondażach mają oni ok. 10-procentowe poparcie, a np. w tym opublikowanym w sobotę przez instytut badawczy Forsa popiera ich zaledwie 8 proc. wyborców. To czyni z nich dopiero czwartą siłę polityczną za chadekami, zielonymi i socjaldemokratami.

Skąd ten spadek? – AfD zaszkodziło pojawienie się w jej szeregach prawicowych ekstremistów z tzw. Skrzydła (Der Flügel). To z kolei doprowadziło do sporów i podziałów wewnątrz partii, co nigdy nie służy pozyskiwaniu poparcia wyborców – analizuje dr hab. Sebastian Płóciennik z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. – Wreszcie wpływ na spadek poparcia ma to, że niemiecki rząd, przynajmniej do grudnia, miał na koncie sporo sukcesów w walce z pandemią. A kryzys migracyjny, jako paliwo dla popularności AfD, już się wyczerpał. Alternatywa żyje z kryzysów. Jeżeli nie ma go, prawdziwego bądź wymyślonego, albo rząd sobie z nim radzi, to AfD usycha – stwierdza ekspert.


Podobnie sprawę widzi politolog Klaus Bachmann. – Szybki spadek poparcia dla AfD zaczął się na początku pandemii. Oni najpierw zniknęli, a później zaczęli bronić negacjonistów pandemii i koronasceptyków. Nie było w tej kwestii oficjalnego stanowiska partii, ale różni posłowie AfD bronili protestujących w pandemii, niezależnie od słuszności tych postulatów. Problem w tym, że zasadniczo prawicowi populiści mają dwa tematy: migracja i przestępczość z tego wynikająca. Przy innych kwestiach mają niewiele do powiedzenia – wyjaśnia profesor z Instytutu Nauk Społecznych Uniwersytetu SWPS. – Drugi powód spadku ich poparcia to fakt, że podczas kryzysu Niemcy mają tendencję do popierania rządu, co było widać np. podczas ostatniego kryzysu finansowego i można obserwować również teraz – tłumaczy Bachmann. I choć w ostatnich tygodniach za Odrą słychać wiele głosów krytyki dotyczących kolejnego lockdownu i organizacji akcji szczepienia, to jednak na tle innych krajów Niemcy wciąż radzą sobie całkiem nieźle, tak więc trudno oczekiwać dużego wzrostu poparcia AfD wynikającego z przyczyn pandemicznych.


Za to potencjalnym problemem dla AfD mogą być odbywające się w najbliższy weekend wybory nowego szefa CDU. Kandydatów jest trzech. Jeśli wygra uznawany za przedstawiciela konserwatywnej frakcji Friedrich Merz, to chadecy mogą się nieco przesunąć na prawo, co będzie oznaczać mniej miejsca na scenie politycznej dla AfD. Byłaby to sytuacja analogiczna do tej w Polsce przed 2019 r., gdy na prawo od Prawa i Sprawiedliwości nie było w polskim Sejmie żadnej partii. To się zmieniło wraz z powstaniem Konfederacji.


Początki Alternatywy dla Niemiec sięgają drugiej połowy 2012 r., wówczas jej głównym postulatem była zmiana polityki niemieckiego rządu w stosunku do strefy euro i krytyka zadłużonych krajów Południa. Jeden z założycieli AfD, dziś już w innej partii, profesor ekonomii Bernd Lucke, chciał kraje południa Europy ze strefy euro wypchnąć. Później Alternatywa dla Niemiec przyjęła kurs bardziej nacjonalistyczny, a wzrost jej popularności zbiegł się z kryzysem migracyjnym i przyjęciem przez Niemcy w krótkim czasie ponad miliona migrantów. W wyborach do europarlamentu w 2019 r. AfD zdobyła 11 proc. głosów, w 2017 r. w wyborach do Bundestagu prawie 13 proc. Najbliższe wybory parlamentarne w Niemczech zaplanowane są na wrzesień.


A oto przykład swoistej "walki z walką z pandemią", którą praktykuje lider Konfederacji Grzegorz Braun:




53 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie