• Redakcja Nowy Poznań

Szpitale - umieralnie

Media Narodowe: Dr Włodzimierz Bodnar zasłynął w ostatnich tygodniach innowacyjną metodą leczenia koronawirusa, opartą o lek nazywany amantadyną. Jednak nie może zdobyć dla swojej metody przychylności ministerstwa zdrowia. – Szpitale zamieniają się w umieralnie – ocenia lekarz. – Doradcy rządowi rozpowszechniają opinię, iż jestem szarlatanem – twierdzi.


– Doradcy rządowi rozpowszechniają opinię, iż jestem szarlatanem. To łatwe, bo obmawianie nic nie kosztuje. Nikt dotąd jednak nie zakwestionował stosowanej przeze mnie metody leczenia. Nikt nie starał się nawet udowodnić, że jest niewłaściwa. To tak, jakbym bił się z powietrzem. Świat medycyny jest zhierarchizowany i powiązany z koncernami farmaceutycznymi. Przypuszczam, iż taka może być przyczyna moich niepowodzeń – mówi w wywiadzie dla lokalnego portalu dr Włodzimierz Bodnar, który w ostatnim czasie zasłynął w Polsce leczeniem koronawirusa amantadyną.

– Ministerstwo Zdrowia obiecało powołanie dwóch zespołów badawczych. Już wiem, że jeden z nich, który został podany do publicznej wiadomości, będzie badał aspekty niezwiązane ze sprawą i z moim schematem. Drugi zespół na razie nie powstał – informuje. – Przeszkodą pozostaje tylko nędza umysłowa i bezinteresowna zawiść – ocenia.


– Dzięki mojej metodzie Polska mogłaby stać w światowej czołówce państw walczących z pandemią. Powszechne stosowanie amantadyny spowodowałoby masowe wyzdrowienia. Lek działa już w czasie 48 godzin od podania. Po tygodniu pacjent zdrowieje – przekonuje. – Od marca ub. r. dobijałem się do Ministerstwa Zdrowia, do profesorów oraz instytutów naukowych. Spotykałem się z milczeniem, odmową, czasem wręcz arogancją. To tak jakbym uderzał głową w beton – relacjonuje.


– Mamy jeden z najwyższych w Europie wskaźnik śmiertelności. Dotyczy on wszystkich zgonów. Nikt nas nie leczy. Przychodnie są zamknięte, do specjalistów dostać, a nawet dodzwonić się nie sposób. Szpitale zamieniają się w umieralnie – zauważa.


– To, o czym warto pamiętać, to że nie u wszystkich szczepionka spowoduje wytworzenie się przeciwciał: dotyczy to głównie osób w podeszłym wieku. Trzeba też pamiętać, iż szczepionka ma charakter sezonowy. Ponieważ wirus mutuje, w następnym roku może już nie być skuteczna – zauważa. – Jest jeszcze inne zagrożenie, którego nie można zlekceważyć. Wielu ozdrowieńców umrze niestety za kilka lat. COVID-19 powoduje bowiem poważne problemy neurologiczne oraz włóknienie, czyli zmniejszenie się płuc. Amantadyna działa nie tylko przeciwwirusowo, lecz także przeciwobrzękowo i przeciwbakteryjnie, a także regenerująco na płuca. Lek ten likwiduje uboczne skutki przebytego COVID – pod warunkiem, że zostanie podana szybko. Najlepiej na początku choroby. Staramy się także leczyć tzw. „ozdrowieńców” do dwóch miesięcy po pierwszych objawach – podkreśla.

Optymizm dr Bodnara w kontekście amantadyny studzi dr n. med. Wojciech Domka, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Rzeszowie. – Nie potrafię dzisiaj odpowiedzieć, czy amantadyna pomaga w leczeniu pacjentów zakażonych wirusem COVID. Być może tak. Być może dr Bodnar ma rację. Jednak dopóki nie uzyskamy wiarygodnych wyników po prawidłowo przeprowadzonym badaniu, nie wolno twierdzić, że amantadyna u tych chorych działa. I nie wolno jej u tych chorych stosować. Gratuluję koledze Bodnarowi zaangażowania i przenikliwego myślenia. Jeżeli okaże się, że amantadyna rzeczywiście działa u pacjentów zakażonych COVID, będę chciał jako jeden z pierwszych złożyć mu gratulacje – mówi.


Zwolennicy stosowania amantadyny w leczeniu koronawirusa znajdują się także wśród polityków. To choćby wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, czy politycy Konfederacji.


Media Narodowe


42 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie