• Redakcja Nowy Poznań

T.Specyał: Nachalnik

Tomasz Specyał URKE CHALNIK. Niedoszły rabin, pechowy złodziej, wyśmienity pisarz.


W marcu 1930 roku Stanisław Kowalski, absolwent Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Poznańskiego, rozpoczął pracę w rawickim więzieniu. W zamian za prowadzenie zajęć mógł wśród osadzonych zbierać materiały potrzebne do swoich badań. Na jednym z wykładów zaproponował więźniom, aby ci w formie życiorysu opisali swoje dzieciństwo. Ku jego zaskoczeniu, do zadania, które im wyznaczył, niektórzy z osadzonych dołączyli swoje utwory literackie, wiersze, powieści, wspomnienia. Jednym z nich był zawodowy złodziej, Urke Nachalnik, a w rzeczywistości Icek Baruch Farbarowicz. Pokazał on Kowalskiemu cały dorobek swej więziennej twórczości: dwie powieści, trochę poezji i rozpoczęty pamiętnik. Miał wtedy trzydzieści trzy lata i trzynaście lat odsiadki w różnych więzieniach, rosyjskich, niemieckich i polskich. W tym ostatnim nauczył się czytać i pisać po polsku. Kowalski był na tyle zafascynowany osobowością Nachalnika, że sam postanowił zająć się jego talentem. W tym celu podzielił się swoim odkryciem z przebywającym w USA profesorem Florianem Znanieckim. Ten wybitny socjolog w pełni zaaprobował pomysł wydania drukiem wspomnień Nachalnika, które miały posiadać przede wszystkim wartości poznawcze dla socjologów, psychologów i kryminologów.


Książkę Nachalnika wydano nakładem Towarzystwa Opieki nad Więźniami „Patronat”, oddział Rawicz. Nosiła tytuł: Życiorys własny przestępcy. Jest ona nie tylko świadectwem jego występków kryminalnych i całego procesu demoralizacji, który sprowadził go na złą drogę; to także obraz świata, w którym się urodził, dorastał i egzystował. Nachalnik w swoich wspomnieniach świetnie odmalował środowisko żydowskie, szczególnie żydowskich ortodoksów zamieszkujących małe miasteczka. On sam przyszedł na świat w jednym z nich, a dokładniej w Wiźnie niedaleko Łomży.


Jego ojcem był zamożny kupiec, a matką bogobojna kobieta, która widziała w synu przyszłego rabina. Jednak jego los potoczył się inaczej. Śmierć matki i pogarszające się stosunki z rodziną zaowocowały pierwszym przestępstwem. Przy nadarzającej się okazji przywłaszczył sobie pieniądze ojca i poszedł w świat. Kiedy wszystko stracił, trafił jako korepetytor do domu zamożnej żydowskiej rodziny. Tam poznał kobietę, która go zafascynowała. Kiedy Icek zorientował się, że jego uczennica flirtuje również z korepetytorem języka francuskiego, to jak twierdził z zemsty, postanowił go okraść. W tym momencie Icek Boruch Farbarowicz stał się złodziejem, ale jeszcze nie zawodowym. To miało nastąpić później.


Życie Nachalnika zaczynało toczyć się stałym rytmem: złodziejstwo, alkohol, rozpusta, hazard i więzienie. Zdarzało się, że podejmował jakąś dorywczą pracę, ale była to tylko wakacyjna przerwa w jego złodziejskim życiorysie.

Za cezurę swoich wspomnień zawartych w „Życiorysie własnym przestępcy” obrał datę 11 listo¬pada 1918 roku. Dzień odzyskania przez Polskę niepodległości przywitał za murami więzienia. Dalsze swoje losy opisał w książce Żywe grobowce, a zaczął ją od słów: Radość moja i kolegów po rozkuciu z kajdan była bezgraniczna. Ściskaliśmy się wzajemnie i śmieli¬śmy się na pół głupkowato. Maniek w uniesieniu krzyczał na całe gar¬dło: „Psia jego mać, niech żyje Polska!”. Władza, stojąc na korytarzu i widząc naszą radość, śmiała się wraz z nami.


Z nastaniem niepodległości w więzieniu zmienił się język klawiszy, zelżał więzienny dryl i poprawiło się jedzenie. Początkowo polska administracja czyniła wszystkim więźniom nadzieję na szybkie zwolnienie. Jednak tak się nie stało. Amnestia objęła zwłaszcza więźniów politycznych i przestępców z drobnymi wyrokami. Dla zawodowych kryminalistów takich jak Nachalnik, Rzeczpospolita nie miała taryfy ulgowej i w końcu musieli się oni pogodzić z tym, że pierwsze lata wolnej Polski spędzą za kratami. Prawdę mówiąc, taki obrót sprawy Nachalnikowi wyszedł tylko na dobre. W więzieniu mógł nauczyć się pisać i czytać po polsku, co miało kluczowy wpływ na jego późniejsze losy. Ta zdolność odkryła przed nim całe piękno literatury, a w przyszłości przyczyniła się do zmiany sposobu zarabiania na życie. Nachalnik tak polubił książki, że był gotów dla ich zdobycia złamać więzienny regulamin i trafić do karceru.


„W żywych grobowcach” Urke zdradza nam tajemnice świata więziennego, w którym egzystował. Opisuje zasady jego funkcjonowania, normy zachowa¬nia, przepisy, jak wyglądał dzień i noc skazanych, za co można było trafić do karceru. Kto był frajerem, a kto fetniakiem, czym się różnił doliniarz od klawisznika, kto stał na szczycie więziennej hierarchii i jak ważną rolę w życiu złodzieja odgrywał jego honor.


Nachalnik w swoich wspomnieniach bez ogródek dzieli się wszystkim tym, co działo się za więziennymi murami, począwszy od bójek, w których brał udział, a które miały pokazać, kto jest kim w szeregu, kwitnący pokątny handel ze zblatowanymi strażnikami, po pederastię, której się brzydził. Z tego też powodu sam sobie zadawał retoryczne pytanie, dlaczego władze nie sprowadzą raz w miesiącu kobiet lekkich obyczajów, by zaspokoić seksualne potrzeby więźniów?


Brak kobiet doskwierał mu bardziej niż głód, tęsknił za damskim towarzystwem.

„Miły Boże, cóż to za rozkosz być najedzonym w więzieniu i marzyć słodko! W takich dobrych chwilach, których w więzieniu miałem niewiele, więzień zawsze marzy o kobietach. Kobieta wprowadza więźnia w inny świat. Ileż to razy ukradkiem, po dwie godziny i więcej, stałem przy oknie, nie bacząc na karę, która mnie czekała, by tylko ujrzeć przechodzącą za murami więzienia kobietę.”


Ale w końcu i ten problem udało mu się rozwiązać na pewien czas. Pracując w więziennej piekarni, miał kontakt z więzienną kuchnią, w której pracowały skazane kobiety. Jedna z nich została jego kochanką. Miała na imię Adela i kończyła odsiadywać wyrok za współudział w morderstwie. W sierpniu 1923 roku Urke Nachalnik opuścił mury więzienia z mocnym postanowieniem poprawy. Chciał zerwać z przeszłością, a swój dotychczasowy świat pozostawić za więzienną bramą. Jednak rzeczywistość okazała się być brutalniejsza, niż mu się zdawało.


Życiorys własny przestępcy i Żywe Grobowce to historia życia żydowskiego przestępcy, który podczas odsiadki w rawickim więzieniu postanowił zamienić wytrych na pióro i stał się poczytnym literatem okresu międzywojennego. Wspomnienia Nachalnika są o tyle intersujące, że opisują życie codzienne przestępców zarówno na wolności jak i za więziennymi kratami.


Jednak autor nie skupia się głównie na swoich kryminalnych wybrykach, ale w bardzo kolorystyczny sposób maluje środowisko Żydów, ortodoksów zamieszkujących małe miasteczka oraz tych stojących materialnie wyżej odcinających się od tradycji.

Każdy kto z zainteresowaniem śledzi losy bohaterów serialu „Król” będzie usatysfakcjonowany lekturą wspomnień tego żydowskiego przestępcy, który podobnie jak filmowy bokser Szapiro był pensjonariuszem „łomżyńskiego czerwonaku”.


Tomasz Specyał








21 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

DROMADER

POLODY