• Redakcja Nowy Poznań

To była noc. Tomasz Specyał

„W dzikim szale nocy sylwestrowej. Morze wódki - strumienie krwi” takim tytułem Poznański dziennik „Nowy Kurjer” z.d 3 stycznia 1930 roku, opatrzył opis minionej nocy sylwestrowej.


Święto ustanowione na pamiątkę papieża Sylwestra II z wiekami zatracało swój religijny charakter i stawało się świeckim szaleństwem. Jak ktoś kiedyś powiedział – „Sylwester to jest ostatni dzień roku, w którym ludzie na gwałt jeszcze robią różne głupstwa zwłaszcza ci, którzy z jakichkolwiek powodów nie uczynili tego wcześniej w ciągu roku”. Jedni nowy rok witają pod przemożnym wpływem „czystej” inni z modlitwą na ustach, jedni z uśmiechem drudzy z goryczą na ustach, ale wszyscy z nadzieją, że wraz ze starym rokiem zakończy się stara bieda, a nowy rok przyniesie nowe szczęście.


Noc sylwestrową z 1929 na 1930 roku cały Poznań obchodził z nadzwyczajna pompą, hucznie, dziko a nawet awanturniczo. Po ulicach Grodu Przemysława szalały męty społeczne, a zacni obywatele – jak podawała ówczesna prasa - wyrabiali domowym sposobem jak największą ilość hałasu. Strzelał każdy, tym czym mógł i tym, czym nie mógł. Jeden z dziennikarzy „Dziennika Poznańskiego” zauważył, że Poznań święcił Sylwestra w sposób nieco oryginalny bo bójek awantur i wybryków było więcej niż w Warszawie. Inna gazeta zauważył, że gdyby miała przedstawić całą listę zajść, awantur, bójek i wypadków do jakich doszło w ostatnią noc 1929 roku to zapełniłaby nimi całe wydanie.


Około godziny 24 na Placu Wolności, przed siedzibą policji zaczął się gromadzić tłum. Bezrobotni, trochę robotników, córy koryntu oraz element z pod ciemnej i czerwonej gwiazdy. W sumie mogło się zebrać 1,5 tysiąca ludzi. Posypały się okrzyki „Precz z Policją” rozległy się gwizdy, postawa podlanego alkoholem tłumu zaczęła przybierać coraz bardziej wrogie nastawienie wobec stróżów prawa i porządku. Posterunkowi służby pieszej daremnie wzywali do rozejścia się. Na rozkaz komendanta policji do szarży ruszyły odziały policji konnej jednak i one były bezradne wobec zebranej łobuzerii. Ostatecznie Plac Wolności oczyściły 4 bomby łzawiące rzucone w tłum. Jak później pisał NK- „Skutki tej „niespodzianki” były wręcz znakomite. W kilka minut Plac Wolności opustoszał, a awanturnicy płacząc i kichając uciekli w boczne uliczki. Żniwo policji było bogate. Aresztowano około 60-ciu podejrzanych osobników…”


Tej nocy policja była zmuszona dwukrotnie użyć broni palnej. Na Jeżycach, wywiadowca urzędu śledczego ujrzał podpitego osobnika atakującego nożem przechodniów. Na interwencję policjanta, niejaki Stanisław Jakowski, odpowiedział ciosem noża. Policjant nie miał wyjścia i postrzelił nożownika. Drugie znacznie poważniejsze zajście miało miejsce na ul. Kwiatowej tłum pijanych i awanturujących się wyrostków rzucił się na wzywającego ich do zachowania spokoju posterunkowego VI komisariatu Kazimierza Wittiga. W pewnej chwili jeden z opryszków wystrzelił raniąc policjanta w rękę. Napadnięty funkcjonariusz w obronie własnej był zmuszony użyć rewolweru i strzałem w brzuch ranił jednego z bardziej agresywnych napastników. Był nim ubrany w kobieca sukienkę Stefan Jurdyk. Na ten widok zebrane towarzystwo rzuciło się na policjanta i zaczęło go kopać. Zalany krwią policjant zdołała wyrwać się z rąk napastników i uciec w stanie ciężkim i trafił do szpitala.

Tej dla wielu niezapomnianej nocy, nie tylko policja miała pełne ręce roboty, Pogotowie Ratunkowe też uwijało się jak w ukropie niosąc pomoc ofiarom najróżniejszych awantur. Listę „klientów” pogotowia otworzył Emil Fiszer, którego o około godziny dwudziestej wódka zaprowadziła wprost pod koła taksówki. Poza tym kilku „dżentelmenów” zostało pokłutych nożami bądź to podczas pijackich awantur, bądź w wyniku napadów. Jak to miało miejsce przed skaldem jubilerskim Czajkowskiego na ul. Św. Marcina, dozorca Leon Krzyżanowski został zaatakowany i pokłuty nożami przez kilku opryszków.


Natomiast Straż pożarna, tego dnia cieszyła się mniejszym powodzeniem niż policja czy pogotowie. Do interwencja wyjeżdżała tylko trzy razy. Pierwszy alarm wezwał straż ogniową na Stary Rynek 35 gdzie kilku łobuzów spowodowało eksplozje w bramie, o północy wezwano straż do przytułku dla bezdomnych gdzie doszło do dużej bijatyki, a trzeci raz straż pożarną wezwał do nieistniejącego pożaru jakiś kawalarz.

Pamiętnego sylwestra A.D. 1929 roku pogotowie ratunkowe interweniowało w 30 różnych przypadkach, straż pożarna tylko trzy razy opuszczała remizę, natomiast policja aresztowały 100 osób w tym około 80 pijaków i nożowników. Dyrektor miejskiego Urzędu Policyjnego p. Mizgalski stwierdził w rozmowie z prasą, że – „Póki Poznań, Poznaniem nie spożyto takiego morza wódki”.


Rok później, sylwestrowa zabawa minęła w podobnej atmosferze o czym również donosił „Nowy Kurjer” krzykliwym nagłówkiem - „Tragiczny plon nocy Sylwestrowej. Nowy Rok okupił Poznań krwią. Jęk rannych przygłuszał beztroskie śmiechy i radosne wiwaty.” Ale nie wszyscy Poznaniacy tak się bawili i nie wszystkie noce sylwestrowe tak się kończyły.

W nowym roku życzę wszystkim – Wszystkiego. Tomasz Specyał







31 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

DROMADER

POLODY