• Redakcja Nowy Poznań

Wywiad z błaznem

Zaktualizowano: 6 dni temu

Dziwna postać błazna całe wieki fascynowała ludzi. Zarówno wielkich twórców jak i prostych kaznodziejów, natchnionych średniowiecznych mistyków, drobnych kupców i potężnych książąt, teologów i filozofów. Ogniskowały się w niej lęki i marzenia człowiecze, strach, agresja i wszelkie możliwe dewiacje. W błazeńskim kostiumie i kapturze z dzwoneczkami chadzały śmiech i gorzka ironia, obsceniczny żart i bolesna prawda. Zapraszamy do wywiadu z dr hab. Michałem Wróblem, który po pracy wciela się w postać Błazna Jajosza.


Tomasz Specyał: Istnieje wiele tematycznych grup rekonstrukcyjnych, są wikingowie, rycerze, żołnierze różnych formacji – dlaczego wybrał Pan akurat postać błazna i od jak dawna jest Pan błaznem? Co przeważyło, że został Pan błaznem, a nie, dajmy na to, rycerzem?

Michał Wróbel: Jak to u błazna bywa: przewrotnie… Cóż, ja przecież najpierw zostałem rycerzem. A zaczęło się dawno, dawno temu, tak dawno, że czasy te spowija mgła, a raczej radioaktywna chmura, jaka uniosła się po wybuchu w elektrowni w Czarnobylu. Mniej więcej wtedy uczyłem się czytać, ale nie były to tylko obowiązkowe lektury szkolne. Pochodzę z Olsztyna na Warmii. Niedaleko jest pole bitwy pod Grunwaldem, w okolicy sporo malowniczych warowni wybudowanych przez Krzyżaków. Nie ma się co dziwić, że razem z moim dziadkiem przeczesywaliśmy księgarnie i biblioteki w poszukiwaniu czegokolwiek o rycerzach, zamkach, a przede wszystkim o zakonie z czarnym krzyżem na białym tle i o wielkiej bitwie z 1410 roku. Naturalną konsekwencją była później chęć użycia swojej wiedzy w praktyce. Bractwo Rycerskie Zamku Olsztyn było do tego wymarzoną platformą, gdzie, poza wszystkim innym, sprawdziłem, jak to jest unieść topór lub buzdygan podczas walki… A mieczem, zostałem pasowany na rycerza przez kontynuatorów tradycji jednego z bojowych zakonów z czasów krucjat – św. Łazarza. Od początku uwielbiałem posługiwać się ciężką bronią. Pewnie dlatego po kilku kontuzjach podczas pojedynków ostatecznie „przekułem” w posługiwanie się „ciężkim humorem”. Broń musiałem zawiesić na kołku, a że nie lubię być biernym obserwatorem, nie chciałem też, aby to, czego się nauczyłem, zostało zamknięte w szufladzie. Zacząłem się tym dzielić i prowadzić turnieje rycerskie, w których dotąd uczestniczyłem. Wiem, że istnieje przekonanie, że daty gryzą, a historia jest uważana za nudną. Ja chcę to zmienić. Staram się przedstawiać ją w nowoczesny sposób, skupić się na mechanizmach, na tym, co z czego wynikało. Mówić prawdę, ale z przymrużeniem oka, w myśl zasady: bawiąc uczyć, ucząc bawić. A wszystko po to, by ją zrozumieć, a nie tylko wykuć na przysłowiową blachę. Błazeńska czapka z dzwoneczkami z pewnością mi to ułatwia. I tak na średniowiecznej scenie narodził się w 2006 roku prezenter wydarzeń historycznych i promotor historii, początkowo jako herold, ale już wkrótce jako Błazen Jajosz.


T.S.: Co Pana najbardziej fascynuje w postaci, w którą się Pan wciela?


M.W.: Moc, wolność, ryzyko, a przy tym… odpowiedzialność. Błazen miał duże możliwości, by swoim słowem coś osiągnąć, np. wpłynąć na decyzje władcy. Miał broń, którą mógł pchnąć kogoś do sukcesu albo… kogoś skrzywdzić. Broń, która mogła przecież, jeśli żart został opacznie odczytany, obrócić się też przeciwko niemu. Istnieje cienka granica miedzy zdrowym śmiechem a wyśmianiem, w myśl słów pisarza z czasów średniowiecza, Giovanniego Boccaccio, twierdzącego, że „Jeśli żart ma ukąsić – to nie jak pies, ale jak jagnię kąsać powinno, w przeciwnym bowiem razie nie żart to będzie, ale grubiaństwo”. Mnie fascynuje, że swoimi opowieściami współtworzę atmosferę wydarzenia, że kreuję świadomość historyczną widza, że nazywam to, co on widzi, że jestem niejako jego przewodnikiem po wydarzeniu. Oczywiście widzowie przychodzą przede wszystkim oglądać walki, pokazy artystów i rzemieślników, ale ja jestem dumny, że moje opowieści stanowią niejako podpisy pod tymi malowniczymi obrazami w ich wykonaniu, w naszym wspólnym interaktywnym podręczniku na żywo, jakim staje się nasze historyczne wydarzenie.

T.S.: Czy strój błazna ma jakąś symbolikę, coś oznacza? Jakie znaczenia ma czapka z dzwoneczkami? Czy strój, w którym Pan występuje, można kupić czy trzeba uszyć go samemu? A jeśli już jesteśmy przy ubiorze – to ile ma Pan strojów?

M.W.: Średniowiecze było przesiąknięte symboliką. Nie inaczej było ze strojem błazna. Czapka błazeńska posiada uszy, najczęściej ośle, co nawiązywało do głośnego zachowania, rubasznego słownictwa i częstych erotycznych podtekstów. Koniecznie musiała mieć przyczepione dzwoneczki. Podobnie jak kościelne dzwony ogłaszały ważne wydarzenia, tak błazen sam ogłaszał, że zbliża się ważna osobistość. Dzwoneczkami ostrzegał też rozmawiających, że jeśli usłyszy ich ploteczki, to będzie mógł ich użyć podczas swoich opowieści. Dzwoneczki układano na czapie w tzw. koguci grzebień, ponieważ kogut symbolizował waleczność i inteligencję, podkreślając dążenie błazna do przekazania prawdy i zapalczywej walki, aby ujrzała światło dzienne, by nie zamieciono jej pod dworski dywan. Strój musiał być kolorowy, zwracający uwagę. Błaźni polscy lubowali się w czerwieni, a np. na Wyspach Brytyjskich nosili się na niebiesko, bo to nawiązywało do odpowiednich strojów królewskich. Często dostrzec można kolor żółty, ostrzegający i piętnujący. Błazen w ręku dzierżył laskę, tzw. klukę, imitującą królewskie berło. Z jednej strony symbolizowało to jego wolność słowa, a z drugiej kpiło też z władzy. Berło mogło być zakończone podobizną błazna, podkreślając jego wyjątkowość, ale mogła to być również zwykła, luźno przytroczona kula, symbolizująca jego żywiołowość i wścibskość. W innym znaczeniu kluka była jak cep, którym błazen oddzielał prawdę od kłamstwa, jak rolnik ziarno od plew, hałasując przy tym jeszcze na bębenku. Strój? Postać błazna jest tak specyficzna, że musi się prezentować profesjonalnie. Widz ma się przecież śmiać z żartów prowadzącego, a nie wyśmiewać jego wygląd. Stroje są szyte według ikonografii, z możliwie wiernych materiałów, z odpowiednimi dodatkami, jak skórzana galanteria (sakiewki, kaletki, paski), buty, a nawet odpowiednie okulary. A strojów mam tyle, że jestem w stanie poprowadzić nawet pięciodniowe wydarzenie, codziennie wyglądając inaczej. A tak na marginesie, mogę też wystąpić w bardziej poważnych, strojach krzyżackiego rycerza i brata sarianta, szytych oczywiście według zakonnej reguły.

T.S.: Czy w historii był jakiś błazen, który wywarł na Panu szczególne wrażenie? Ktoś, na kim chciałby się Pan wzorować, kto Pana inspiruje?


M.W.: Niestety nie ma biografii żadnego z błaznów tak dobrze spisanej i udokumentowanej jak biografie władców, duchownych czy polityków. Raczej znamy tylko pojedyncze epizody z życia tych wesołków, ich żarty i anegdoty. Trudno zatem inspirować się jedną postacią.


T.S.: Jaką rolę odgrywał błazen, czy miał tylko zabawiać swojego władcę?

M.W.: Zabawiać, ale niekoniecznie tylko rozbawiać. Często zależało to od usposobienia samego władcy. Czyli należy to rozumieć jako wypełnianie czasu wolnego, zapewnianie mu psychicznego wypoczynku, odstresowanie od trudów rządzenia. Z jednej strony mogły to być rzeczywiście figlowanie i żartowanie, opowiadanie anegdot, facecji, dowcipów. Błazen często robił z siebie pośmiewisko, szczególnie jeśli rolę tę pełnił karzeł, który śmiech wzbudzał już samym wzrostem. Prawdziwą elitę tego zawodu stanowili jednak nie ci, którzy posługiwali się prymitywnymi czy wulgarnymi żartami. Rozrywką mogło być także czytanie królowi, z czego wynika, że błazen musiał umieć czytać. Mógł także prowadzić z władcą filozoficzne dyskusje lub rozmowy o bieżącej polityce. Pamiętajmy, że król żył w hermetycznym środowisku dworzan, potrzebował rozmów z kimś niezwiązanym z koteriami, z kimś będącym blisko, ale nienależącym do towarzystwa wzajemnej adoracji. Błazen musiał być więc obeznany w aktualnej sytuacji politycznej, społecznej, powinien być wykształcony i oczytany, być dobrym psychologiem i obserwatorem, bo bywał okiem i uchem władcy. Czasem król posyłał go na swoiste przeszpiegi dalej niż między dworzan lub na ulice miasta… Nie bez powodu określenie „trefniś” nawiązuje do słowa „trefny”, czyli podejrzany.


T.S.: Nawiązując jeszcze do historii – czy poza Stańczykiem istniał jakiś błazen, który zasługuje na większą uwagę?

M.W.: Historia pozostawiła nam skąpe dane. Wszyscy znamy Stańczyka, błazna aż czterech Jagiellonów, który sławę zawdzięcza Janowi Matejce. Ale byli i inni, krzyżacki błazen-szpieg Henne, włoski Gonella, francuski Brusquet, polscy: Doktor i Hanusz Ritter, albo pomorski błazen Hintze. Wymieniam ich, aby podkreślić, że to byli prawdziwi ludzie, ze swoimi zaletami i wadami, którzy trudnili się tym zawodem. Do naszych czasów dotrwał też obraz fikcyjnej postaci, bohatera regionalnych legend, śląskiego błazna Jakuba Tau. Dlatego przyjmijmy, że na uwagę zasługuje przede wszystkim hipotetyczny, anonimowy błazen, z wszystkimi jego jednostkowymi żartami składającymi się na odbiór całości.


T.S.: Ma Pan jakąś konkurencję w swojej profesji? I nie mam tu na myśli polityków czy celebrytów, których publiczne występy mogą się jednoznaczni kojarzyć?


M.W.: Jest w Polsce kilku konferansjerów historycznych, wspólnie z niektórymi z ogromną przyjemnością prowadziłem duże wydarzenia, niekiedy pojedynkując się na słowa. Oni najczęściej przybierają jednak rolę tradycyjnego, turniejowego herolda, anonimowego dworzanina, albo rekonstruują konkretną postać historyczną. Wiem, że na drugim końcu kraju jest też błazen, który raczej fika koziołki i bawi gestami, występuje bardziej jako atrakcja wydarzenia, niż je prowadzi. Natomiast taki błazen – prezenter historyczny, jakiego ponad piętnaście lat temu przywołałem do życia z kart historii, jest tylko jeden.


T.S.: Gdzie najczęściej można Pana spotkać? Dużo ma Pan pracy? Proszę opowiedzieć o swoim zajęciach – rozumiem, że występuje Pan na różnych turniejach rycerskich, festynach, jarmarkach.


M.W.: Tak jestem prezenterem dużych, często trwających przez cały weekend, wydarzeń historycznych, przede wszystkim turniejów rycerskich i festiwali prezentujących przekrój kultury średniowiecza lub renesansu. Prowadzę także jarmarki, najczęściej produktów regionalnych twórców. Niekiedy wygłaszam również wykłady albo prowadzę tematyczne spotkania z historią. Zatem jednocześnie jestem komentatorem widowiska jak i promotorem historii, ale także aktywnego sposobu życia i wiedzy o danym regionie. Można mnie spotkać kilkanaście razy w roku w niemal całej Polsce, od Pomorza przez Mazowsze do Śląska, ale najczęściej w okolicach rodzinnej Warmii, na Mazurach… Do każdego wydarzenia oczywiście trzeba się specjalnie przygotować i cały czas zdobywać nowe wiadomości.

T.S.: Ktoś, kto wciela się postać błazna musi mieć poczucie humoru. Co Pana najbardziej śmieszy?


M.W.: Żart, w którym nie od razu widać drugie dno, a najlepiej, jak ma jeszcze trzecie… Żart, który wykpi czyjeś błędy, po to, żeby ich uniknąć w przyszłości, ale nie wyśmiewa naturalnych ułomności.

T.S.: Jak z perspektywy błazna odbiera Pan czasy, w których obecnie żyjemy, i czy trudno być dzisiaj błaznem?


M.W.: Jako osoba publiczna, podczas prowadzenia wydarzeń unikam otwartego opowiadania się za którąś opcją polityczną lub piętnowania tej czy innej religii. Jednocześnie niekiedy nie sposób nie użyć jakichś lapsusów celebrytów, ich wpadek, jednak tylko do zobrazowania, podkreślenia dawnych historii. Uważam, że wydarzenia historyczne to miejsce, gdzie współczesność pozostaje za drzwiami i wszyscy chcemy od niej odetchnąć.

T.S.: Co trzeba zrobić, żeby zostać błaznem? Ma Pan już jakichś następców?


M.W.: Myślę, że trzeba dużo czytać. Warto mieć duży zasób słów i wiedzy. Nie bać się wyrażać swoich opinii i nie bać się mówić do tłumu. Do tego lubić to, o czym się opowiada, brać odpowiedzialność za swoje słowa, ale przede wszystkim być prawdziwym. Trzeba jednak także umieć poradzić sobie z, niekiedy nawet wulgarnymi, zaczepkami. Przywdziewając strój błazna, trzeba mieć silną psychikę.


T.S.: W dawnych czasach błazna można było najczęściej spotkać na dworach książąt i królów. U którego z możnowładców czułby się Pan najlepiej i dlaczego właśnie u niego?


M.W.: To mógłby być pomysł na kolejny wywiad, dlatego przewrotnie powiem, że u żadnego, bo ówczesny błazen był raczej samotny i jednak życiowo zależny od swego pracodawcy. Na pewno jednak nie znalazłbym zatrudnienia u ostatniego z królów elekcyjnych, Stanisław Augusta Poniatowskiego. On nie korzystał z mądrości błaznów i proszę, jak to się skończyło?

T.S.: Jeśli nie jest to tajemnicą – co błazen Jajosz robi, kiedy ściągnie z głową czapkę z dzwoneczkami? Kim jest na co dzień?


M.W.: Mężem i potrójnym tatą. Natomiast z wykształcenia jestem biologiem i bioinżynierem oraz informatykiem, a zawodowo zajmuję się odkrywaniem, w jaki sposób skażenie środowiska, głównie przez pestycydy, może zakłócić rozród zwierząt.


T.S.: Ma Pan swój kanał na YouTube. Proszę o nim opowiedzieć. Kiedy powstał, co jest jego celem i co można w nim znaleźć?


M.W.: Kanał bardzo łatwy do odnalezienia, po prostu „Błazen Jajosz”. Powstał z myślą, aby widzowie mogli wrócić do tego, co mogło im umknąć podczas prowadzonych przeze mnie wydarzeń historycznych. Tym bardziej, że przybliżając jego tło historyczne, nie mogę zawsze wracać do prezentowania zawodu błaznów. Nie od razu znalazłem na niego czas. Ale przyszła „zaraza”, siłą rzeczy było mniej wydarzeń, a więcej pobytu w domu. Uzyskałem wsparcie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a za mój projekt „Rozrywka na czasy zarazy, czyli odkrywanie średniowiecznego świata humoru i baśni” uzyskałem stypendium „Kultura w sieci”. Prezentuję tam, w formie krótkich, sfilmowanych wykładów, to, co bawiło dworskie elity, ale też to, co opowiadali sobie podczas długich, ciemnych wieczorów członkowie zwyczajnych rodzin. To są spotkania z przykładami prawdziwych anegdot i legend z dawnych czasów, rozszerzone o odpowiednie tło historyczne. Częściej jednak posługuję się swoim profilem w mediach społecznościowych – również Błazen Jajosz. Za ich pośrednictwem promuję bieżące wydarzenia historyczne. Serdecznie tam zapraszam.


T.S.: Czy chciałby Pan na koniec dodać coś od siebie?


M.W.: O błaznach i dawnej rozrywce mogę opowiadać godzinami. Niektórzy pewnie wolą sięgać od razu do źródła, jak np. do wznowionej przez wydawnictwo Replika książki Mirosława Słowińskiego Błazen – dzieje postaci i motywu. Szukając swojej ścieżki, próbujmy jak najwięcej możliwości, ale nie traćmy życia na to, co nas nie interesuje.


T.S.: Dziękuję za rozmowę i poświęcony czas. Życzę udanego błaznowania.

M.W.: A ja dziękuję za zaproszenie. Mam nadzieję, że na tyle zaciekawiłem czytelników w Wielkopolsce, że wkrótce poprowadzę któryś z tutejszych, rycerskich turniejów albo inne wydarzenie historyczne, że i tu dotrą błazeńskie opowieści…


Dr hab. Michał Wróbel (ur. 1978), występujący jako Błazen Jajosz, jest autorem oraz samodzielnym  wykonawcą projektów edukacyjno-kulturalnych, w ramach których promuje średniowieczną część historii i kultury Polski na tle barwnej epoki rycerzy.  Realizowane projekty są zintegrowane z dużymi wydarzeniami o charakterze historycznym (festiwale, turnieje rycerskie, jarmarki, dni miast i wsi). Jego projekty wyraźnie wpisują się w aspekty szeroko rozumianej kultury, m.in:

Błazen Jajosz, za który otrzymał Certyfikat i Prawo do korzystania ze znaku „Produkt Warmia-Mazury” (od marszałka woj. warmińsko – mazurskiego, 2017-2023),

Historie Warmińskie, za który otrzymał Certyfikat Marki Lokalnej (od Grupy Partnerskiej Gniazdo Warmińskie, 2014-dożywotnio),

Polskie korzenie Warmii i Mazur na tle ich średniowiecznej historii, nagrodzony finansowaniem w konkursie „Wspólne dziedzictwo, wspólna sprawa” (Fundacja Zamek Dybów i Gród Nieszawa, Programu Funduszu Inicjatyw Obywatelskich, 2018).

Rozrywka na czasy zarazy czyli odkrywanie średniowiecznego świata humoru i baśni (Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Stypendium - Kultura w sieci, 2020)

Za swoją działalność otrzymał Honorową Odznakę za Zasługi dla Województwa Warmińsko-Mazurskiego (2019) oraz "Uskrzydleni" - nagroda Stowarzyszenia Pro Kultura i Sztuka za animacje w dziedzinie kultury (2019).


Książkę Mirosława Słowińskiego - „Błazen. Dzieje postaci i motywu” można kupić na www.replika.eu


104 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie